Niewiarygodne w jakim tempie człowiek może zmienić swoje poglądy. Jeszcze do niedawna w niektórych kwestiach byłem bardzo konserwatywny i podchodziłem poważnie do życia. Teraz chcę się zmienić, chcę być w trybie rozrywkowym. Odkąd pamiętam odrzucałem wszelkie propozycje par, by dołączyć do nich jako ten trzeci i umilić ich czas podczas seksu. Obrzydzała mnie zdrada. Ostatnio jednak zagadałem do takiego jednego faceta, kilka lat starszego ode mnie. Rozmowa się kleiła, w pewnym momencie zaczął temat, że jest w związku (początkowo myślałem, że z kobietą), ale chciałby spróbować nowych doświadczeń. Szuka mężczyzny do regularnych spotkań od czasu do czasu, ponieważ żyje z partnerem w otwartym związku. Zarówno jedna, jak i druga strona może się zdradzać bez żadnych pretensji, bo jak to mi wytłumaczył "on jest po prostu facetem i swoje potrzeby ma". Wstępnie zgodziłem się na taki układ, bo nie ma szczególnie wysokich wymagań. W niedługim czasie dojdzie do naszego spotkania w rzeczywistości. Ma przyjść z partnerem obadać teren, to znaczy mnie. Jeśli wypadnę dobrze, to będę się spotykał z tym facetem.
Blog dwudziestoparoletniego geja, żyjącego na polskiej prowincji. Zapis codzienności. Wzlotów i upadków, dobrych oraz złych chwil.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkanie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 grudnia 2018
środa, 5 grudnia 2018
Żonaci, przybywajcie!
Nie wiedzieć czemu, zawsze miałem szczęście do żonatych facetów. Znaczy, że zagadywali do mnie. Ale pewnie nie tylko ja jestem takim wybrańcem, a wiadomości wysyłali automatycznie do setek mężczyzn. Nie jestem w stanie policzyć, ile dostałem propozycji na szybki seks w samochodzie, w parku, w lesie, na szybkiego lodzika, na spotkanie w toalecie, w czyimś mieszkaniu, itd. Większość od żonatych facetów, którzy różnymi metodami próbują zwabić w swoją sieć młodych gejów na seks. Brzydzi mnie to wszystko. Niedobrze mi się robi od tych propozycji. Hetero, biseksi lub geje, którzy mają żony, proponują spotkanie się w swoim mieszkaniu pod nieobecność drugiej połówki i spełnienie swoich fantazji. Nie chcę uczestniczyć w takim gejowskim światku. Ale innego nie ma. Gdzie można kogoś wartościowego i przede wszystkim stanu wolnego poznać? Niby dookoła tylu homoseksualistów wolnych, a wydaję mi się, jakbym był ostatnim facetem bez partnera. Jak na jakiejś pustyni. Nieurodzaj totalny. Niesamowicie mnie to boli. Inni jakoś mają szczęście lub farta, kończą jedne związki, zaczynają drugie, a u mnie wieczna posucha. Tylko dlatego, że w znakomitej większości przypadków nie chce zacząć znajomości od drugiej strony, bo szanuję siebie i cenię się. Czy geje nie potrafią się normalnie poznać? Spotkać na kawie, pójść do kina, by to wszystko się powoli rozwijało? Musi być wszystko na już, na teraz, na zaraz? Jakby jutro miało nie nastąpić... Kiedyś korespondowałem z trzydziestoletnim facetem, który deklarował się jako gej. Kłopoty występowały, gdy chciałem się z nim umówić na spotkanie. Nigdy mu nie pasowało, jedyne godziny, kiedy był dostępny to przedpołudniem w dni robocze. Kilka miesięcy później okazało się, że jest heteroseksualistą, który szukał innego faceta, by spróbować czegoś nowego, egzotycznego, do tej pory niespotykanego. Nie wiem, ale mam nieodparte wrażenie, że znakomita większość mężczyzn traktuje gejów jak takie szmaty do wycierania podłóg.
Jesteś spragniony seksu? Napisz do geja, na pewno on spełni każdą Twoją fantazję!
Zero jakiegokolwiek szacunku do siebie.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
Serce a rozum
Kurwa, ile razy muszę popełnić ten sam błąd, żeby zrozumieć, by czasem odpuścić i nie starać się za bardzo, nie pokazywać, że tylko mnie zależy na danej relacji? Dokładnie miesiąc temu zakończyła się moja korespondencja z niejakim Ciasteczkiem. Przez cały ten okres myślałem o nim od czasu do czasu. Nie wytrzymałem i postanowiłem do niego napisać wiadomość. I to był kardynalny błąd. Bo kolejny raz pokazałem, że to ja czegoś pragnę i oczekuję więcej niż dany facet może mi zaoferować. Tutaj serce z uczuciami przegrało z rozumem. Wiem doskonale, by takich pomyłek nie popełniać, jednak pokazałem, że mi zależy. Przez pół godziny od wysłania wiadomości, Ciasteczko nie odzywał się, ale pociągnął temat. Ten jego sygnał spowodował, że przez następne kilka wiadomości namawiałem go znowu do spotkania się i dania sobie szansy, chociażby widzenia się, na zwykłą kawę. Ale on nie chciał. Ponownie wykręcił się. Teraz już jestem stuprocentowo przekonany. On nie chce mnie poznać, a ja mu się narzucałem. Nie byłoby naszej korespondencji, gdyby miesiąc temu napisał, że nie widzi nas nawet jako znajomych. A tak, rozpalił trochę nadzieje. Jestem na gejowskich portalach randkowych tyle lat, a dałem się tak łatwo wmanewrować. Zbytnio się przed nim otworzyłem, a Ciasteczko okazał się kolejnym facetem, który tak naprawdę sam nie wie czego chce. Albo wie doskonale kogo szuka, tyle że nie jestem w jego typie. Teraz dobitnie dał mi do zrozumienia, żebym nie poświęcał się już tej relacji.
sobota, 1 grudnia 2018
Jako obserwator rzeczywistości
Ciepły, słoneczny, lipcowy dzień weekendowy. Stolica województwa. Umówiłem się na spotkanie. Randką tego nie można nazwać, bo jakoś geje unikają tego słowa, jakby parzyło. Facet się nie pojawił w umówionym miejscu. Dzwonię raz, drugi, trzeci. Nie odbiera. Piszę SMS-y, nie odpowiada. Po pół godzinie pisze do mnie wiadomość z pretensjami, czemu się nie zjawiłem na miejscu spotkania. Ech... Czekałem jak ten kołek, przez godzinę, a druga strona kłamie. Nie chcę mi się wracać do domu. Postanawiam skorzystać z ładnej pogody i wybieram się na bulwary. Siadam na ławce, wyjmuję słuchawki i wciskam "play" w odtwarzaczu muzycznym. Słuchając ulubionych piosenek, obserwuję ludzi, którzy przechadzają się po alejkach. Jest przyjemnie. A ja jestem wkurwiony, że jakiś chuj mnie po raz kolejny wystawił. Nie chcę jednak psuć sobie zbytnio nastroju. Co to da, nic, poza tym, że będę się fatalnie czuł. Patrzę na twarze innych ludzi. Spotykają się pary, jakieś koleżanki umawiają się na spotkanie, mnóstwo osób. Mnie bierze na wspomnienia i sentymenty. Myślę, dlaczego kolejna randka się nie udała. Łatwo się wzruszam. Zaczyna płynąć strużka słonej cieczy. Za dużo myślę o otaczającej mnie rzeczywistości. Jestem introwertykiem, to też nie ułatwia kontaktu z drugim człowiekiem. Ale przecież, nie mam już z tym problemu. Stałem się bardziej otwarty. To najczęściej ja podtrzymuję rozmowę czy wszelkie inne dyskusje. W pewnym momencie moją uwagę przykuwa około 25-letni mężczyzna, który nerwowo patrzy na smartfon i rozgląda się w każdą stronę. Jest przystojny, ma małą bródkę. Ściągam słuchawki. Facet patrzy się w moim kierunku. Czyżbym mu się spodobał? Z tyłu ławki głośny hałas ulicy. Pod przystanek podjeżdża tramwaj. Po trzech minutach podchodzi do tego faceta, inny młody mężczyzna, również z bródką, też przystojniak. Witają się, jest to ich pierwsze spotkanie. Przedstawiają się sobie. Planują, w którym kierunku pójdą na spacer. Umówili się na randkę. Mnie pozostało jedynie bycie obserwatorem.
poniedziałek, 5 listopada 2018
Praca z obiektem pożądania
Poznałem Sportowca na pierwszym roku studiów.
Ja, młodzik, który dopiero co wyszedł z liceum i miał te 19 lat, a on
kilkanaście lat starszy. Wykładał na uniwersytecie. Niestety, nigdy nie miałem
przyjemności mieć z nim zajęć. Był moim pierwszym wielkim zauroczeniem i do
dzisiaj pozostał. Żaden inny facet nie ujął mnie tak jak on. Szczerością,
otwartością, ciepłem, pomocną ręką, męskością, bijącym testosteronem. Wzorzec
faceta. Często miewałem z nim sny erotyczne. Złamał mi serce, gdy dowiedziałem
się przypadkowo, że ma żonę. Platoniczna, jednostronna miłość.
To dzięki
Sportowcowi, zaakceptowałem siebie i swój homoseksualizm. Już nawet nie jestem
w stanie policzyć, jak moja wyobraźnia szalała. Wyobrażałem sobie, że namiętnie
się całujemy, a nawet tworzymy związek. Bywałem zazdrosny, gdy na korytarzu
widziałem jak rozmawia ze studentkami. Minęło kilkanaście lat. Zapomniałem o
Sportowcu, gdy zacząłem drugi rok studiów, on zrezygnował z wykładania i
wyjechał do innego miasta. Los jednak znowu nas ze sobą zderzył. W obecnej
robocie pracujemy razem. W innych działach, ale widuję Sportowca prawie
codziennie. Mimo upływu lat, nic się nie
zestarzał. Czas działa na jego korzyść. Gdy mówi do mnie z uśmiechem „Cześć!” i
podaje rękę, to serce szybciej zaczyna mi bić. Niedawno wspominał, że
zapamiętał moją twarz. Opowiadał również, jak szybko rośnie jego córka, a syn
zaczął liceum. Słuchałem piąte przez dziesiąte co do mnie mówi Sportowiec.
Wróciły młodzieńcze pragnienia. Chciałem spróbować smaku jego ust, nie myślałem
o niczym innym.
Przypadkowo spotkałem mój pierwszy obiekt pożądania. I to w
pracy, nigdy bym się nie spodziewał. Sportowiec dalej jest z tą samą żoną.
Widać po nim, że jest szczęśliwy. Ostatnio został dłużej w pracy, tak jak ja i
ni stąd, ni zowąd, zaczął mi pomagać w dokończeniu projektu. Cieszę się jego
szczęściem. Zdałem sobie sprawę, że Sportowiec to taki ideał faceta, jakiego
szukam. Być może znajdę, świat jest pełen homoseksualnych mężczyzn.
środa, 31 października 2018
Pokusy są wszędzie
To był początek kwietnia.
Na jednym z portali ogłoszeniowych na mój anons o poszukiwaniu mężczyzny do
związku, odpowiedział 45-letni facet. Co prawda nie szukał kogoś do
partnerstwa, tylko zaproponował, że szuka mężczyzny do zrobienia loda, bo on
jest w tym zielony i nigdy nie próbował. Ma żonę, prowadzi dosyć nudne życie i
szuka odskoczni. Z początku chciałem po prostu podziękować za wysłaną wiadomość
i zakończyć kontakt. Jednak coś mi nie pozwoliło.
Zacząłem korespondencję z
Zagranicznym. Zagraniczny, bo większość czasu spędzał za granicą, u naszych
zachodnich sąsiadów, pracując u nich i raz na dwa miesiące zjeżdżając do Polski
na kilka dni. Wymieniliśmy się fotkami, był bardzo przystojny. On też pochwalił
moją urodę. Szybko z tematów neutralnych przeszliśmy na pikantne pisanie. W
korespondencji wymienialiśmy się myślami, co będziemy robić na naszym
spotkaniu.
On chciał, bym mu zrobił
loda w samochodzie, bo nie dysponuje lokum, a Zagraniczny też odwzajemniłby
obciąganie. Jeśli by mu się spodobało, to może i seks analny wchodziłby w
miejsce. Pisał, jak bardzo go podniecam, że jego penis ślini się na samą myśl o
mnie. Wysyłał fotki podczas wzwodu, wytrysku i masturbacji. Z utęsknieniem
czekał na nasze spotkanie. Nie przeczę, łechtał tymi swoimi wiadomościami moje
ego. Nie poznawałem siebie, swoich decyzji, jakie podejmuję. Przecież do tej
pory byłem inny. Miałem swoje zasady i wartości, które silnie przestrzegałem.
Żadnego pakowania się w jednorazowe przygody, zwłaszcza z żonatymi facetami.
Zagraniczny obiecywał
wielokrotne spotkania. Nie wiem, ale ujął mnie czymś. Może tym, że nie był jak
większość mężczyzn. Potrafił też porozmawiać na poważne tematy, nie był mu
tylko seks w głowie. Albo sprawiał tylko takie wrażenie. Po raz pierwszy
zapragnąłem spróbować czegoś nowego. Dotknąć zakazanego owocu. Nie martwić się
o konsekwencje, ponieść się chwili. Jakby wyłączył mi się zdrowy rozsądek.
Naprawdę chciałem się spotkać z Zagranicznym i przeżyć coś niezapomnianego.
Sprawić drugiemu facetowi przyjemność. Przygotowywałem sobie scenariusze
naszego spotkania. Na kilka dni przed widzeniem się, Zagraniczny przestał się
odzywać. Nie odpowiadał na wiadomości. Pomyślałem, że coś jest nie tak, a poza
tym, czy można ufać mężczyźnie, którego ledwie się zna? Zdrowy rozsądek szybko
wrócił. Przypomniałem sobie, że sam nie chciałbym być na miejscu żony, nie
chciałbym być zdradzany.
Postanowiłem
o zakończeniu tej znajomości. W sumie nie musiałem mu tego pisać, Zagraniczny
usunął konto ni stąd ni zowąd, nawet mnie o tym nie informując, z dnia na
dzień. Wchodzę jednego dnia na portal, jest konto, wchodzę kolejny dzień, już
nie ma. Może i dobrze. Następne doświadczenie do kolekcji. Po prostu nie ma co
ulegać pokusom, prędzej czy później można tego bardzo żałować.
czwartek, 11 października 2018
Spotkanie z Seksoholikiem
W weekend spotkałem przypadkowo faceta, nazwę go Seksoholikiem, z którym byłem na kilku randkach. Przyjemnie spędzałem z nim czas, ale on co chwilę chciał, bym z nim uprawiał seks. :/ No i wyobrażał sobie, że po trzech spotkaniach, mógł śmiało mówić, że jesteśmy w związku.
Szukał sobie tzw. "kury domowej", czyli mężczyzny, który porzuci swoją pracę i będzie gotował mu obiady, a także zajmował się domem, czyli prał skarpetki, itd. Szukał udomowionego faceta. Po pierwszej randce zaprosił mnie wieczorem do swojego domu, zaoferował kolację, a potem ja miałem się odpowiednio odwdzięczyć, tak: być jak profesjonalna dziwka i usłużnie dać mu dupy, by się odprężył po całym męczącym dniu w robocie. Nie lubię takich praktyk, ogólnie jak ktoś ma jedną wizję na związek i nie słucha drugiej strony, dlatego gdy zobaczyłem, co się święci, to grzecznie podziękowałem i wróciłem do domu. Seksoholik spotkał się ze mną jeszcze dwukrotnie na gruncie neutralnym, ale na zakończenie ostatniej randki, oznajmił mi, że nie widzi szans na budowanie przyszłości ze mną. "OK", pomyślałem sobie. Minęły trzy miesiące. W międzyczasie odkryłem, że ma konto na dawnej Sexfotce (obecnie Datezone), a zdjęcia przez niego zamieszczone są bardzo pikantne. To samo, jeśli chodzi o opis profilu i praktyk seksualnych, jakich poszukuje u potencjalnego partnera. Znowu minęło parę miesięcy. Odezwał się do mnie któregoś dnia, że on żałuje, że wtedy tak mnie potraktował i chce, byśmy od nowa zaczęli budować relację. Wtedy ja odbiłem piłeczkę i powiedziałem, że nie ma mowy. Widziałem jego spojrzenie podczas weekendowego spotkania. Najpierw był zaciekawiony, a potem spłoszył się. Nie zamieniliśmy ani słowa. Chwilę później odwróciłem się, ale nie widziałem zainteresowania z jego strony, przyszła mi wtedy myśl, że dobrze, że nie dałem się namówić na te jego tanie zaloty.
Natomiast dzisiaj uświadomiłem sobie, że praca, jaką wykonuję, kompletnie nie jest moją wymarzoną. Męczę się w niej bardzo. Idę do niej, by zarobić pieniądze i z przymusu, bo nie ma na razie na horyzoncie żadnej alternatywy. Aż tyle. Nie sprawia mi żadnej satysfakcji, spalam się w niej kompletnie, każdego dnia. Co gorsze, początki tej pracy były obiecujące, niestety, z dnia na dzień, wszystko się zmieniło. Nie mam żadnego planu awaryjnego, w międzyczasie wysyłam CV i listy motywacyjne po innych firmach, ale na razie przynosi to mizerny skutek. Oczekiwania co do teraźniejszej roboty miałem zupełnie inne, a rzeczywistość jak zwykle brutalnie to wszystko szybko zweryfikowała.
Szukał sobie tzw. "kury domowej", czyli mężczyzny, który porzuci swoją pracę i będzie gotował mu obiady, a także zajmował się domem, czyli prał skarpetki, itd. Szukał udomowionego faceta. Po pierwszej randce zaprosił mnie wieczorem do swojego domu, zaoferował kolację, a potem ja miałem się odpowiednio odwdzięczyć, tak: być jak profesjonalna dziwka i usłużnie dać mu dupy, by się odprężył po całym męczącym dniu w robocie. Nie lubię takich praktyk, ogólnie jak ktoś ma jedną wizję na związek i nie słucha drugiej strony, dlatego gdy zobaczyłem, co się święci, to grzecznie podziękowałem i wróciłem do domu. Seksoholik spotkał się ze mną jeszcze dwukrotnie na gruncie neutralnym, ale na zakończenie ostatniej randki, oznajmił mi, że nie widzi szans na budowanie przyszłości ze mną. "OK", pomyślałem sobie. Minęły trzy miesiące. W międzyczasie odkryłem, że ma konto na dawnej Sexfotce (obecnie Datezone), a zdjęcia przez niego zamieszczone są bardzo pikantne. To samo, jeśli chodzi o opis profilu i praktyk seksualnych, jakich poszukuje u potencjalnego partnera. Znowu minęło parę miesięcy. Odezwał się do mnie któregoś dnia, że on żałuje, że wtedy tak mnie potraktował i chce, byśmy od nowa zaczęli budować relację. Wtedy ja odbiłem piłeczkę i powiedziałem, że nie ma mowy. Widziałem jego spojrzenie podczas weekendowego spotkania. Najpierw był zaciekawiony, a potem spłoszył się. Nie zamieniliśmy ani słowa. Chwilę później odwróciłem się, ale nie widziałem zainteresowania z jego strony, przyszła mi wtedy myśl, że dobrze, że nie dałem się namówić na te jego tanie zaloty.
Natomiast dzisiaj uświadomiłem sobie, że praca, jaką wykonuję, kompletnie nie jest moją wymarzoną. Męczę się w niej bardzo. Idę do niej, by zarobić pieniądze i z przymusu, bo nie ma na razie na horyzoncie żadnej alternatywy. Aż tyle. Nie sprawia mi żadnej satysfakcji, spalam się w niej kompletnie, każdego dnia. Co gorsze, początki tej pracy były obiecujące, niestety, z dnia na dzień, wszystko się zmieniło. Nie mam żadnego planu awaryjnego, w międzyczasie wysyłam CV i listy motywacyjne po innych firmach, ale na razie przynosi to mizerny skutek. Oczekiwania co do teraźniejszej roboty miałem zupełnie inne, a rzeczywistość jak zwykle brutalnie to wszystko szybko zweryfikowała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kwiecień
Kwiecień